Chociaż sezon na dynie jest za/przed nami, na dobrą zupę z dyni zawsze jest odpowiednia pora. Dlatego warto o tym pomyśleć zawczasu i w sezonie zrobić sobie zapas tego pysznego owocu. Warto tutaj nadmienić, że nienaczęta dynia może być przechowywana nawet pół roku w chłodnym miejscu. Innym sposobem jest po prostu pokrojenie jej w kostkę i zamrożenie.
Smakoszem i znawcą zup dyniowych nie jestem, ale słyszałem, że ta w moim wydaniu jest nie najgorsza. 🙂 Subiektywnie rzecz ujmując, mnie ona również smakuje. 🙂
Warto więc umieścić przepis, aby szersza społeczność również mogła się nim uraczyć i sama ocenić.
Do wykonania zupy potrzebne nam będą:
- dynia (a jakże) – ok. 1,2 – 1,6 kg. Niektórzy stosują dynię hokkaido, ale ja za nią nie przepadam. Wolę naszą polską dynię, która w moim odczuciu ma dużo ciekawszy i głębszy smak.
- 1,5l bulionu – osobiście stosuję wołowy. Jeśli preferujesz inny – droga wolna.
- 5 dorodnych ząbków czosnku – oczywiście polskiego.
- 2 cebule – najlepiej fioletowe.
- curry w proszku.
- puszka mleczka kokosowego.
- posypka z chili
- sól, pieprz
W pierwszej kolejności rozgrzewamy w docelowym garnku trochę oleju i wrzucamy pokrojoną cebulę. Po ok. 2 minutach dorzucamy dynię i smażymy przez 10 minut. Na ostatnie 2-3 minuty wrzucamy przepuszczony przez praskę czosnek.
Równolegle w drugim garnku przygotowujemy bulion.
Gdy dynia z kompanami podsmażona, a bulion gotowy, dolewamy go do pierwszego garnka. Całość gotujemy do zmiękczenia (zazwyczaj około 30-40 minut, w przypadku stosowania mrożonej dynii – krócej).
W trakcie gotowania można już dorzucić płatki z chili. I tutaj jak kto lubi i jaką kto ma tolerancję. Jako, że ja zdecydowanie preferuję kuchnię na ostro, z reguły leci 1,5-2 łyżeczek. Jeśli wiem, że poza mną i Zołzą nikt nie się nie będzie raczył zupką, to czasem do gara powędruje 2,5 łyżeczki. Jeśli nie jesteś przyzwyczajony do ostrego, to zazwyczaj 1 łyżeczka będzie już wystarczająca. 🙂 Muszę tutaj nadmienić, że właściwą ostrość zupa nabiera dopiero na drugi dzień, gdy zblendowane pestki uwolnią już całą kapsaicynę. Nie daj się więc zwieźć początkowym pozorom. 😉
Pod koniec gotowania dorzucamy 1-1,5 łyżeczki curry.
Gdy już nasza dynia jest ugotowana do miękkości, w ruch idą elektronarzędzia w postaci blendera. Uprzednio jednak wrzucamy do środka zawartość puszki z mleczkiem kokosowym.
Blendujemy całość na gładką masę, raz po raz próbując i dorzucając do smaku soli i pieprzu (oczywiście najlepiej świeżo zmielonego).
I… gotowe. 🙂
Podajemy z grzankami (tutaj oddaję zawsze pałeczkę Zołzie jako specjalistce od tychże) lub wedle własnego uznania.

Palce lizać. 🙂
Przepis jest nieprzyzwoicie prosty do wykonania, a efekt smakowy naprawdę dobry. Polecam.